Fot. NaszeMMA

Siedem życzeń, czyli kogo zobaczyłbym w KSW – Kategoria Średnia

Dziękuję za optymistyczne przyjęcie poprzedniego artykułu i zapraszam do zapoznania się z kolejnym!

Pod kątem poziomu sportowego, jak i medialności zawodników kategoria średnia w organizacji KSW prezentuje się naprawdę solidnie. Roberto Soldić (20-3), Mamed Khalidov (35-8-2) czy Michał Materla (31-9) swoimi postawami w pojedynkach podbili serca wielu fanów.

W dywizji tej swoje pojedynki toczą również Scott Askham (19-5) oraz Paweł Pawlak (20-4-1), którzy mają za sobą występy w organizacji UFC. Ponadto kategorię średnią uzupełniają: były mistrz organizacji TFL Cezary Kęsik (13-2); brązowy medalista olimpijski w zapasach Damian Janikowski (7-4); finalista programu „Tylko Jeden” Marcin Krakowiak (11-4); prezentujący przyzwoity poziom sportowy Jason Radcliffe (17-9), Tommy Quinn (9-6 1 N/C), Albert Odzimkowski (12-6 1 N/C) oraz Tomasz Jakubiec (10-4); wywodzący się ze sportów uderzanych Radosław Paczuski (4-0) i Jason Wilnis (2-1), a także dopiero zaczynający poważną karierę w MMA Borys Borkowski (4-1). Bardzo prawdopodobne, że w niedługim czasie do tej dywizji trafią również Bartosz Leśko (12-2-2) oraz Akop Szostak (4-4 1 N/C).

Można zatem stwierdzić, że kategoria średnia, przynajmniej na papierze prezentuje się dość dobrze. W mojej opinii należałoby ją jednak wzmocnić, gdyż czołowe postacie tej dywizji mogą wkrótce opuścić KSW, bądź też zakończyć swoje długoletnie kariery. W tym artykule zaprezentuję państwu zawodników, którzy moim zdaniem powinni zawitać do polskiej organizacji.

1. Bartłomiej Gładkowicz (8-2)

Nasze poszukiwania zawodników kategorii średniej rozpoczynamy w naszym kraju skąd pochodzi Bartłomiej Gładkowicz. 26-latek zawodowy debiut zaliczył na gali Envio Fight Night ’17, gdzie znokautował Krzysztofa Jankowiaka (0-1). Następne dwa pojedynki stoczył dla organizacji Slugfest. Na wydarzeniu z numerem 12 pokonał Michała Dąbrowskiego (0-3), a dwie gale później poddał Krzysztofa Florczaka.

Po tych dwóch zwycięstwach odniesionych przed czasem „Clark Kent” powrócił do organizacji Envio Fight Night. Na gali z numerem 19 pokonał przez jednogłośną decyzję sędziowską Daniela Lewandowskiego (1-3-1), a galę później poddał Damiana Domachowskiego (5-6).

Szósty zawodowy pojedynek Gładkowicz stoczył na Gali Sportów Walki 17, gdzie jego przeciwnikiem był Sebastian Jaroński (5-2). Stawką tego pojedynku był pas mistrzowski kategorii półśredniej. „Clark Kent” zwyciężył to starcie przez jednogłośną decyzję sędziowską.

Po zanotowaniu serii sześciu zwycięstw z rzędu Bartłomiej Gładkowicz postanowił zawalczyć o kontrakt z KSW w programie „Tylko Jeden”. Ostatecznie nie dane było mu w nim wystąpić, gdyż przed walką z Piotrem Walawskim (9-8-1) nie wypełnił wymaganego limitu wagowego.

Po dość krótkim pobycie w polsatowskim reality show „Clark Kent” podpisał kontrakt z organizacją Babilon MMA. Debiut u nowego pracodawcy nie był dla niego szczęśliwy, gdyż na gali Babilon MMA 15 zanotował pierwszą w karierze porażkę przegrywając przez techniczny nokaut w pierwszej rundzie z Robertem Maciejowskim (5-4-1). Na „ścieżkę zwycięstw” Gładkowicz powrócił na gali Babilon MMA 21. Wtedy zmierzył się z Piotrem Drozdowskim (4-5), którego poddał „skrętówką” już w pierwszej rundzie. Najcenniejsze zwycięstwo w dotychczasowej karierze „Clark Kent” odniósł pięć gal później. Na Babilon MMA 26 mimo początkowych problemów znokautował Filipa Tomczaka (8-4-1) już w pierwszej rundzie.

Swój jak dotąd ostatni pojedynek Gładkowicz stoczył na gali Real Fight Arena: Warmup. Był to jego pierwszy pojedynek stoczony poza granicami naszego państwa. Niestety Polak nie wrócił do naszego kraju w dobrym nastroju, gdyż przegrał po naprawdę równej walce z Davidem Hoskiem (7-2-1).

Bartłomiej Gładkowicz jest stosunkowo młodym i perspektywicznym zawodnikiem. Posiada solidne umiejętności parterowe, ponadto często swoje walki kończy przed czasem. Myślę, że organizacja KSW powinna zakontraktować Polaka, zwłaszcza że w kategorii średniej nie ma zbyt wielu interesujących zawodników. Uważam, że Bartłomiej Gładkowicz mógłby dać ciekawy pojedynek z Tommym Quinnem.

2. Ilja Stojanov (7-0-1)

Przenosimy się za naszą zachodnią granicę, gdzie swoje pojedynki toczy Ilja Stojanov. 34-letni zawodnik na co dzień trenuje pod okiem byłego zawodnika UFC Petera Sobotty (17-7-1). Swoją zawodową karierę rozpoczął w 2014 roku na gali Liechtensteiner Fight Night, gdzie pokonał Johannesa Heigla (4-3). Kolejny pojedynek „Hands of Stone” stoczył na dziesiątej edycji We Love MMA. Tam miał jednak mniej szczęścia i tylko zremisował z Arturem Waizem (5-11-2).

Następny pojedynek Stojanov stoczył po prawie rocznej przerwie. Wystąpił na gali Vote MMA 4, gdzie po 11 sekundach znokautował Igora Krivenciego (1-2). W 2016 roku Niemiec zawalczył dwukrotnie. Najpierw na gali Imperium Fighting Championship 4 poddał Remiego Roustanga (5-8), a następnie na IFO 3 Europe ubił ciosami w pierwszej rundzie Michala Merkulova (3-11).

Przed nieco większym wyzwaniem Stojanov stanął w swoim szóstym zawodowym pojedynku. Na gali Fusion FN 16 zmierzył się z Petrem Berankiem (15-12). Pojedynek trwał bardzo krótko. Już w pierwszej rundzie Niemiec sprowadził swojego oponenta do parteru i po chwili poddał go duszeniem.

Po tym starciu Ilja Stojanov miał prawie trzyletnią przerwę w startach. Powrócił na gali National Fighting Championship 2, gdzie pokonał w pierwszej odsłonie pojedynku Roberta Oganesyana (8-9). Swój następny pojedynek Niemiec również stoczył dla tej organizacji. Na wydarzeniu z numerem cztery stanął przed najtrudniejszym wyzwaniem w dotychczasowej karierze i zmierzył się z Shotą Gvasalią (11-9). Starcie należało do bardzo wyrównanych i zakończyło się zwycięstwem Stojanova przez niejednogłośną decyzję sędziowską.

Niemiec jest zawodnikiem, który swoje walki stara się toczyć w parterze. W stójce bazuje na swoich umiejętnościach pięściarskich. Jego pojedynki zazwyczaj kończą się przed czasem. Właściciele organizacji KSW wspominali, że przyszłym roku planują zorganizować galę w Niemczech, dlatego też angaż Stojanova mógłby być bardzo przydatny. W mojej opinii mógłby dać ciekawą walkę z Borysem Borkowskim.

3. Jonas Billstein (21-8-1)

Pozostajemy za naszą zachodnią granicą, gdzie swoją karierę rozwija Jonas Billstein. 31-letni Niemiec zawodową karierę rozpoczął w 2009 roku. Początkowo mierzył się z mało znanymi zawodnikami, których zwykle nokautował.

Przed pierwszym poważniejszym wyzwaniem stanął po osiągnięciu rekordu 6-0. Zawalczył wtedy o europejski pas mistrzowski kategorii półciężkiej organizacji GMC z niepokonanym na tamten moment Mathiasem Schuckiem (8-4), którego pokonał przez techniczny nokaut w rundzie piątej. Przed jeszcze trudniejszym zadaniem stanął w następnym pojedynku. Na gali Tempel Fight School – Mix Fight Gala XI zmierzył się z Hansem Stringerem (22-8-3). Niemiec pokonał go przez jednogłośną decyzję sędziowską.

Pierwszą porażkę Billstein odniósł w swoim dziesiątym zawodowym pojedynku. Na gali Heroes Gate 4 został poddany duszeniem trójkątnym przez bardzo dobrze znanego polskiej publiczności Attilę Vegha (33-9-2).

Mimo porażki Niemiec w niedługim czasie podpisał kontrakt z organizacją Bellator. Pierwszy pojedynek dla nowego pracodawcy zaliczył na gali z numerem 58. Był to jednocześnie jego debiut w kategorii średniej. Przeciwnikiem Billsteina był Herbert Goodman (19-11). Pojedynek nie zakończył się po myśli Niemca, gdyż przegrał on przez nielegalne kopnięcie w rundzie drugiej. Później Jonas zaliczył jeszcze trzy pojedynki w organizacji Bellator. Pokonał Mike’a Seala (13-16-1) i Corteza Colemana (13-9) oraz przegrał z Perry Filkinsem (8-2). W międzyczasie obronił również tytuł zdobyty na jednej z gal GMC pokonując Martina Zawadę (29-17-1).

W 2014 roku Jonas Billstein stoczył pojedynek w naszym kraju. Wystąpił na gali PLMMA 45, gdzie przegrał z Antonim Chmielewskim (32-18). Po tym starciu Niemiec odniósł dwa zwycięstwa pokonując Aliego Arisha (26-7) oraz Tassilo Lahra (19-7-1). Pod koniec 2015 roku Billstein stanął przed kolejną obroną mistrzowskiego tytułu organizacji GMC. Na gali z numerem 7 zmierzył się z Joachimem Christensenem (15-9) i przegrał do starcie przez techniczny nokaut w rundzie pierwszej.

Po dwóch kolejnych zwycięstwach Niemiec podpisał kontrakt z organizacją ACB, gdzie stoczył dwa pojedynki. Na wydarzeniu z numerem 62 pokonał Grachika Bozinyana (11-5), a na ACB 71 poddał Alexeya Butorina (16-4). Mimo odniesionych zwycięstw były to jedyne pojedynki Billsteina dla tego pracodawcy. W maju 2018 roku Niemiec dostał szansę zawalczenia o tytuł mistrzowski kategorii średniej organizacji Venator FC, jednak nie zdobył go, gdyż jego pojedynek z Mattią Schiavolinem (15-3-3) zakończył się większościowym remisem. Mistrzowski pas Billstein zdobył za to w organizacji Cage Warriors. Na gali Cage Warriors 96 pokonał Micka Stantona (8-6).

Następne dwa pojedynki Niemiec stoczył w organizacji RCC. Pobytu tam nie zaliczy jednak do udanych, gdyż na gali z numerem 5 został poddany przez Alexandra Shlemenkę (62-13 1 N/C), natomiast na RCC 6 znokautował go Artem  Frolov (16-4). Po nieudanej przygodzie z rosyjską organizacją Billstein powrócił do organizacji GMC. Tam jednak nie udało my się wrócić na „zwycięską ścieżkę”, gdyż na wydarzeniu z numerem 20 został brutalnie znokautowany przez późniejszego zawodnika UFC Dustina Stoltzfusa (13-4).

Następny pojedynek Niemiec stoczył ponad rok później. Na gali MMA Live 7 pokonał Amilcara Alvesa (18-22). Był to jak dotąd ostatni pojedynek Billsteina w zawodowym MMA. W 2021 roku planowana była jego walka z Bartoszem Leśko (12-2-2), jednak ostatecznie pojedynek nie doszedł do skutku.

Jonas Billstein swoje pojedynki toczy głównie w stójce. Stara się również obalać swoich przeciwników i ubijać ich w parterze gradem ciosów. Myślę, że Niemiec byłby idealnym wzmocnieniem dla polskiej organizacji, zwłaszcza że KSW planuje w przyszłości zorganizować galę za naszą zachodnią granicą. W mojej opinii mógłby zawalczyć z Jasonem Radcliffem lub Michałem Materlą.

4. Kerim Engizek (17-4)

W Niemczech swoją karierę rozwija również reprezentujący Turcję Kerim Engizek. 31-letni zawodnik trenujący na co dzień w UFD Gym zawodowe starty rozpoczął w 2010 roku. W debiucie przegrał przez poddanie z Michaelem Erdinciem (6-2).

Następnie Turek związał się z organizacją Superior FC, gdzie stoczył łącznie pięć pojedynków. Pokonał Andreja Lichtenwalda (2-4), Nico Altmeyera (0-1) i Marca Becker (1-2) oraz przegrał z Davidem Zawadą (18-7) oraz Jessinem Ayarim (16-6).

W 2013 roku Engizek podpisał kontrakt z organizacją GMC. U nowego pracodawcy zadebiutował na gali numer z numerem 4, gdzie znokautował Volkera Dietza (1-4). W następnym roku Turek zaliczył występ na jednodniowym turnieju organizowanym przez NCFC i zwyciężył go pokonując Benjamina Nussle (4-12), Romana Kapranova (9-7) i Gochę Smoyana (10-7). W tym samym roku zaliczył jeszcze jeden występ dla organizacji GMC. Nie zaliczył go jednak do udanych, gdyż przegrał na gali GMC 5 z Rafałem Lewoniem (15-10). Była to jak dotąd ostatnia porażka Turka w karierze.

Po trzech kolejnych zwycięstwach odniesionych na wydarzeniach organizowanych przez GMC Engizek otrzymał szansę zawalczenia o mistrzowski tytuł kategorii półśredniej. Na gali z numerem 9 zmierzył się z Pawłem Żelazowskim (9-2). Pojedynek ten toczył się głownie w stójce. Obaj zawodnicy mieli w tym starciu swoje momenty, jednak ostatecznie zwyciężył w nim Turek, który znokautował Polaka w rundzie trzeciej.

Następny pojedynek Engizek stoczył na gali Superior FC 17, gdzie zmierzył się z późniejszym zawodnikiem organizacji KSW Aleksandarem Rakasem (16-9). Turek pokonał go przez jednogłośną decyzję sędziowską. Po tym pojedynku powrócił do organizacji GMC, gdzie odniósł trzy szybkie zwycięstwa odpowiednio z Giannim Melillo (14-7), Thibaudem Larchetem (12-5-1) i Leonardosem Sinisem (10-5-1).

Kolejne starcie Engizek stoczył dopiero półtora roku później. Na GMC zmierzył się z Milanko Puranoviciem (4-7), którego poddał duszeniem gilotynowym. Co warto wspomnieć pojedynek ten zakontraktowany był w limicie kategorii średniej. Swój jak dotąd ostatni występ Turek zaliczył na gali EMC 9, gdzie zawalczył o pas mistrzowski kategorii średniej z Gabrielem Barreiro (14-7). Pojedynek ten zakończył się w pierwszej rundzie. Brazylijczyk próbując sprowadzić walkę do parteru popełnił błąd, który Turek wykorzystał zasypując przeciwnika gradem ciosów.

Kerim Engizek swoje pojedynki toczy głównie w stójce. Zadaje sporo ciosów oraz dość szybko porusza się na nogach. W parterze głównie dobija tylko swoich rywali. Swoje pojedynki kończy głównie przed czasem. Do tej pory aż jedenastokrotnie nokautował swoich przeciwników oraz trzykrotnie ich poddawał. Moim zdaniem Turek idealnie pasowałby do organizacji KSW. Prezentuje on wysoki poziom sportowy oraz posiada rozbudowane media społecznościowy. Jego profil w serwisie Instagram obserwuje ponad 200 tysięcy osób. W mojej opinii Engizek mógłby dać ciekawy pojedynek z Jasonem Radcliffem.

5. Tom Breese (14-3)

Z Niemiec przenosimy się do Wielkiej Brytanii skąd pochodzi Tom Breese. Jest to blisko 31-letni zawodnik, który pierwszy zawodowy pojedynek stoczył w 2010 roku. Początkowo związany był z organizacją BAMMA, w której zanotował sześć pojedynków. Pokonał m.in. Quasima Shafiqa (6-2), Marka Tuckera (7-2-1) czy Jacka Magee (7-5).

Na gali BAMMA 11 dostał szansę zawalczenie o pas mistrzowski kategorii półśredniej. Przeciwnikiem Breese’a był Warren Kee (9-10-1). Przez pierwsze minuty walki obaj panowie naprzemiennie dociskali się do siatki. Pod koniec pierwszej rundy Breese sprowadził przeciwnika do parteru i tam poddał go duszeniem zza pleców, dzięki czemu zdobył pierwszy w karierze mistrzowski tytuł.

Po tym pojedynku Brytyjczyk miał prawie dwuletnią przerwę w startach. Powrócił na gali Cage Warriors 74, gdzie poddał w pod koniec trzeciej rundy Thibauda Larcheta (12-5-1). Dzięki temu zwycięstwu Breese otworzył sobie drogę do największej organizacji MMA na świecie – UFC.

Początek kariery Breesa u nowego pracodawcy był dla niego wymarzony. Odniósł trzy zwycięstwa z rzędu pokonując Luiza Dutrę Jr. (13-7-1), Cathala Pendreda (17-4-1) i Keitę Nakamurę (35-11-2). Za pokonanie Irlandczyka otrzymał nawet wyróżnienie w kategorii „Występ Wieczoru”. W swoim jedenastym zawodowym pojedynku Brytyjczyk odniósł pierwszą w karierze porażkę. Na gali UFC 199 przegrał przez niejednogłośną decyzję sędziowską z Sean Stricklandem (25-4).

Po tym starciu Brytyjczyk po raz kolejny miał dwuletnią przerwę w startach. Powrócił na gali UFC Fight Night 130, gdzie znokautował w pierwszej rundzie Dana Kelly’ego (13-4). Był to debiut Breese’a w kategorii średniej. Co ciekawe za swój występ ponownie otrzymał wyróżnienie w kategorii „Występ Wieczoru”. Do oktagonu UFC miał wrócić już 17 listopada 2018, jednak musiał się wycofać ze starcia z Cezarem Ferreirą (14-10) z powodu kontuzji. Później miał zawalczyć jeszcze w marcu 2019, jednak tak się nie stało z powodu problemów zdrowotnych Brytyjczyka.

Następną walkę w organizacji UFC Breese stoczył dopiero w lutym 2020 roku, kiedy to na gali UFC on ESPN+ 27 przegrał przez techniczny nokaut z Brendanem Allenem (19-5). Jeszcze tego samego roku zmierzył się z KB Bhullarem (11-4), którego szybko znokautował w pierwszej rundzie. Za to starcie otrzymał trzecie w karierze wyróżnienie w kategorii „Występ Wieczoru”. Kolejny pojedynek w oktagonie UFC stoczył w styczniu 2021. Wtedy to przegrał przez poddanie z Omarim Akhmedovem (23-7-1). W czerwcu tego samego roku miał zawalczyć z Antonio Arroyo (9-5), jednak po raz kolejny dały o sobie znać problemy zdrowotne Brytyjczyka. Dla UFC było to już za wiele i z tego powodu kontrakt z Breesem został przez największą organizację MMA na świecie rozwiązany.

Brytyjczyk do zawodowych walk powrócił w marcu tego roku. Wystąpił na gali Levels Fight League 4, gdzie pokonał przez poddanie Davida Ramiresa (8-5). Dzięki temu zwycięstwu zdobył tytuł organizacji LFL w kategorii średniej. Do tej pory swoje trofeum obronił raz. Na wydarzeniu z numerem 5 poddał pochodzącego z Egiptu Ahmeda Samiego (7-2).

Tom Breese to zawodnik o dużych umiejętnościach parterowych, który w stójce również prezentuje przyzwoity poziom. Do tej pory na 14 zwycięstw aż 8-krotnie poddawał swoich oponentów. W mojej opinii byłby to zawodnik, który mógłby się mierzyć z ścisłą czołówką organizacji KSW. Jego transfer jest o tyle prawdopodobny, że organizacja KSW współpracuje z LFL. Uważam, że Breese mógłby zawalczyć z Cezarym Kęsikiem.

6. Piotr Strus (15-7-2 1 N/C)

Tutaj mamy do czynienia z zawodnikiem, który w przeszłości już walczył w organizacji KSW. Piotr Strus zawodową karierę rozpoczął w 2010 roku. Swój pierwszy zawodowy pojedynek stoczył na gali Extreme Fight Arena, gdzie pokonał Adriana Kochanka (0-3). Później stoczył jeszcze kilka pojedynków, gdzie pokonywał głównie debiutantów bądź zawodników posiadających ujemne rekordy.

Przed pierwszym poważniejszym wyzwaniem stanął na gali Pro Fight 6. Przeciwnikiem Polaka był Rosjanin Stanislav Molodtsov (10-8-1). Strus wygrał ten pojedynek przez techniczny nokaut w rundzie drugiej. W 2011 roku Polak zawalczył jeszcze raz. Wystąpił na gali FC – Battle of Warsaw, gdzie pokonał Pawła Żelazowskiego (9-2).

Pierwszą porażkę w MMA Strus odniósł w swoim ósmym zawodowym pojedynku. Na gali MMA Attack 2 przegrał przez poddanie z Wandresem Carlosem da Silvą (14-8). Pomimo przegranego pojedynku Strusem zainteresowała się organizacja KSW. Polak łącznie stoczył tam pięć pojedynków. Pokonał Krzysztofa Kułaka (31-18-2) i Matta Horwicha (31-24-1), przegrał przez brutalny nokaut z Azizem Karaoglu (10-7) oraz zremisował z Abu Azaitarem (15-2-1) oraz Jayem Silvą (12-13-1).

Po starciu z tym ostatnim zrobił sobie ponad dwuletnią przerwę od startów. Powrócił na gali ACB 53: Young Eagles 15, gdzie pokonał Mikhaila Tsareva (33-9). W drugim pojedynku dla tej organizacji zmierzył się z Mikhailem Kolobegovem (13-5). Początkowo sędziowie przyznali zwycięstwo Rosjaninowi, jednak wkrótce wynik został zmieniony na No Contest. Następnie Strus zanotował trzy kolejne zwycięstwa odpowiednio z Andy DeVentem (16-12), Nikolą Dipchikovem (21-9) oraz Fernando Gonzalezem (29-20). Dzięki tym zwycięstwom Polak dostał szansę zawalczenia o mistrzowski tytuł kategorii średniej. Na gali ACB 89 zmierzył się z ówczesnym mistrzem Albertem Duraevem (15-4) i przegrał to starcie przez jednogłośną decyzję sędziowską.

Następny pojedynek Strus stoczył na gali ACA 92, gdzie zmierzył się z obecnym mistrzem KSW kategorii półciężkiej Ibragimem Chuzhigaevem (16-5). Pojedynek ten zakończył się porażką Polaka, jednak werdykt do dziś budzi kontrowersje. W następnych dwóch pojedynkach Strus odnosił zwycięstwa. Na ACA 96 pokonał Svetoslava Savova (18-7), a na ACA 101 Vitaliya Nemchinova (12-3). Na galach z numerami 109 i 122 dwukrotnie zawalczył z Rafałem Haratykiem (16-4-2) i obu tych startach musiał uznać jego wyższość.

Piotr Strus jest zawodnikiem, który swoje pojedynki toczy głównie w stójce. Jego styl nie należy do zbyt widowiskowych, jednak jest bardzo skuteczny. W mojej opinii organizacja KSW powinna ponownie zakontraktować zawodnika WCA, gdyż prezentuje on wysoki poziom sportowy. Co warto wspomnieć sam Strus również zainteresowany jest powrotem do polskiej organizacji. W mojej opinii mógłby on dać ciekawy pojedynek z Cezarym Kęsikiem bądź Jasonem Radcliffem.

7. Rafał Haratyk (16-4-2)

Na zakończenie przedstawiam państwu zawodnika, który w KSW mógłby walczyć o najwyższe cele. Rafał Haratyk to zawodnik, który zawodowe starty rozpoczął w 2010 roku. Zawodową karierę rozpoczął od dwóch wygranych odpowiednio z Mateuszem Pogudzem (6-5) oraz Marcinem Mencelem (5-5-1).

Trzeci pojedynek stoczył na gali Ring XF 3: Podwójne Uderzenie, gdzie zremisował z późniejszym zawodnikiem KSW Marcinem Gułasiem (6-6-1). Następne starcie Haratyk stoczył dopiero rok później. Na gali Prime FC 1 znokautował Mateusza Strojka (3-1). W kolejnym pojedynku „Polish Tank” odniósł pierwszą w karierze porażkę. Na Battle of Stars 1 przegrał z Omari Akhmedovem (23-7-1).

Po tym starciu Haratyk miał prawie roczną przerwę w startach. Powrócił na gali No Contest, gdzie zremisował z późniejszym mistrzem organizacji Cage Warriors Oskarem Piechotą (11-3-1). W 2014 roku „Polish Tank” stoczył tylko jeden pojedynek. Na gali PLMMA 32: Warmia Heroes II pokonał Mazvydasa Piezę (3-7).

W 2015 roku Haratyk związał się z południowoafrykańską organizacją EFC Worldwide. Polak stoczył tam cztery pojedynki. Pokonał Kerona Daviesa (2-2), Warrena Allisona (7-5) i Gordona Roodmana (4-6-1) oraz przegrał z późniejszym mistrzem KSW i obecnym zawodnikiem UFC Dricusem Du Plessisem (17-2). Po drodze Haratykowi przytrafiła się również porażka na gali FEN 11: Warsaw Time z Marcinem Naruszczką (23-12-2).

Następnie „Polish Tank” związał się z organizacją Babilon MMA, gdzie stoczył cztery zwycięskie pojedynki odpowiednio z Łukaszem Bieńkowskim (5-4), Johanem Rommingiem (10-7-1), Marcinem Naruszczką (23-12-2) i Maciejem Różańskim (14-3).

Kolejne starcia Haratyk toczył już w ACA. Przygodę z tą organizacją rozpoczął od dwóch szybkich wygranych odpowiednio z Arbim Aguevem (33-11 2 N/C) i Piotrem Strusem (15-7-2 1 N/C). W swoim trzecim pojedynku dla tego pracodawcy zawalczył z Nikolą Dipchikovem (21-9). Starcie to było eliminatorem do walki o pas mistrzowski organizacji ACA. Niestety Polak musiał w nim uznać wyższość rywala, który zwyciężył przez nokaut w rundzie pierwszej. Od tego czasu Haratyk zanotował trzy kolejne zwycięstwa pokonując Piotra Strusa (15-7-2 1 N/C), Azamata Bekoeva (13-3) i Vitaliya Nemchinova (12-3).

Rafał Haratyk swoje pojedynki toczy głównie stójce. Potrafi również poddać swoich oponentów, co do tej pory przytrafiło mu się pięciokrotnie. W mojej opinii KSW powinno postarać się zakontraktować Polaka, gdyż należy on do ścisłej czołówki kategorii średniej w Europie. Jak sam przyznał prowadził już rozmowy z UFC i Bellatorem, więc budzi on powszechne zainteresowanie. Moim zdaniem w KSW mógłby zawalczyć z Scottem Askhamem lub Cezarym Kęsikiem.

Nie są to oczywiście jedyni zawodnicy kategorii średniej, którzy mogliby zasilić KSW. Ciekawym transferem byłby reprezentujący Kanadę, a posiadający polskie „korzenie” Mateusz Ksiazkiewicz (10-2). Zawodnik ten marzy co prawda o dostaniu się do UFC, jednak po ostatniej porażce te plany na pewno się oddaliły. Mógłby więc odbudować się w KSW co z pewnością pozwoliłoby mu na zyskanie popularności w naszym kraju.

Polska organizacja mogłaby również spróbować zakontraktować Estończyka Andreia Manzolo (26-9). W tym przypadku mamy do czynienia z zawodnikiem prezentującym przeciętny poziom, jednak stanowiłby on wyzwanie dla prospektów. Z europejskiej sceny warto również wyróżnić Vlasto Čepo (8-1) oraz Davida Er-Ramy’ego (5-1), którzy mogliby dać całkiem przyzwoite pojedynki z Borysem Borkowskim.

Czy jednak, któryś z przytoczonych przeze mnie zawodników trafi do KSW? Zobaczymy wkrótce!

Kategorie
FelietonHeader 2 - prawyKSWNEWSPolska

Leave a Reply

Powiązane

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.