Błachowicz UFC jones
Zdjęcie: sport.onet.pl

Jan Błachowicz: „Zmieniam się dopiero w oktagonie. Tam robię się zły”

Nasz mistrz w rozmowie na tematy wszelakie z Jackiem Kurowskim

Jan Błachowicz wystąpił w programie „Oko w oko” nagrywanym dla TVP Sport. Jackowi Kurowskiemu opowiedział między innymi o tym jak ważna dla niego jest gra psychologiczna przed walką. Mistrz UFC w wadze półciężkiej już będąc w hotelu w oczekiwaniu na walkę wykorzystuje sposobność by zgłębić atmosferę obozu rywala. Jak sam mówi, wszystko widać jak na dłoni, wystarczy dobrze się przyjrzeć. Ocenia mental przeciwnika po tym czy przy hotelowych krótkich spotkaniach odwzajemnia spojrzenie i w jaki sposób to robi. Sam Janek preferuje zaś blef, nie daje po sobie poznać tego co czuje przed walką. Ma także swoją „magię”, o której jednak obiecał opowiedzieć dopiero po zakończeniu kariery, być może w opowiadaniu lub nawet książce!

W programie Błachowicz poruszył także kwestię tego jak inną osobą jest prywatnie, a jaką staje się w klatce. W oktagonie, jak mówi, coś mu się przełącza. Ucieszył się zaś z faktu, że zdaniem redaktora budzi respekt, gdyż jest to istotny plus w grze psychologicznej przed walką. 

Zmieniam się dopiero w oktagonie. Tam jak się drzwi zamkną, to coś mi się przełącza i robię się „zły”(…)  Nie jestem wtedy miły i chcę wygrać za wszelką cenę. – stwierdził 

Powiedział także, iż odczuwane emocje czy presja przed walką są niezbędne. Gdy raz wyszedł do walki nie odczuwając niczego, skończyło się to naprawdę marnie. 

Kiedy raz wyszedłem do walki bez emocji – przy pierwszym starciu z Coreyem Andersonem – to zrobiłem najgorszą walkę w życiu. Wyszedłem do niej na zasadzie podbicia karty w fabryce. Nie czułem tej walki, nie bawiłem się nią, nie cieszyłem się. Teraz, kiedy mam te emocje, potrafię przerobić presję na paliwo. 

Janek podzielił się także tym, że przyjmowanie ciosów jest dla niego w pewien sposób przyjemne, a smak własnej krwi bynajmniej mu nie wadzi. 

Ja lubię dostać cios. Gdy ktoś mnie trafi i poczuję ten metaliczny smak krwi w ustach… Wiem, że to takie masochistyczne, ale tak jest. Lubię przyjąć cios, ale też trzy razy bardziej lubię oddać. Jeśli się tego nie polubi, to nie ma czego szukać w tym sporcie. – podsumował 

Nie zabrakło także słynnej już historii o wisielcu. Jej dalszym ciągiem jest dość zaskakująca przemiana, której została poddana lina, na której odnalazł nieboszczyka. 

Jak tak dobrze działa to sobie wziąłem ten kawałek liny odciąłem i taka bransoletka mi się na rękę robi fajna z tej liny – podsumował Błachowicz wprawiając swojego rozmówcę w niemałą konsternację

Czytaj także: Anthony Smith poddał Devina Clarka w 1 rundzie

 

Kategorie
NEWSUFC

Leave a Reply

Powiązane